14.Pewnego razu, gdy wyszłam z siebie

DSC00343

Są takie dni, że głowa mi pęka od mysli. Marzę wtedy o Myślodsiewni jaką miał Dumbledore. Ot, przytykał sobie różdźkę do skroni i nadmiar jego myśli w formie jedwabistych, szarych nitek lądował na dnie kamiennej misy.

Problem nie w tym, że myślę. Czy, że myślę duzo. Ja myślę zdecydowanie za dużo.  I o zbyt wielu sprawach. O zbyt wielu ludziach. O moich, o ich problemach. Obawiam się, że 89% moich myśli jest zbędna a z tego jeszcze 99% szkodliwa. Ale nie potrafię walczyć ze swymi myślami.

Dlatego czasem wychodzę z siebie. Skoro nie mogę nic wyciągnąc z opuchniętej rozmyśleniami głowicy, to pozwalam sobie na małe tête-à-tête z samą sobą. Tak, żeby trochę się ze sobą rozmówić, poukładać, powyjaśniać, a jeśli się da- definitywnie odrzucić pewne przemyślenia. Co oczywiście nie jest takie proste. Czasem Sama po sobie nieźle jadę.

Właśnie upychałam drewniane Matrioszki pomiędzy lampki w kształcie serduszek, gdy usłyszałam chrząknięcie. W drzwiach stało sobie Moje Wewnętrzne Ja.

-Nie przeszkadzam?- spytałam uprzejmie samą siebie. Oczywiście nie bez ironii. Widziałam, że jestem zajęta ale ok, skoro taka pora na rozmowy mnie naszła, to co poradzę….

-Siadaj.- rzuciłam , przesuwając na łózku pluszową Świnię na chusteczki. -Dawno Cię tu nie było…

-Taa, dawno- prychnęłam siadając leciutko (w końcu myśli za dużo nie ważą)- Dobra Wizna, do rzeczy. Co odwalasz?- nie krygowałam się.

-Wiesz.- westchnęłam- Trochę tego jest. Sama więc nie wiem o co mnie pytasz….chodzi Ci o Babcię, Klaudię, Oną czy….

-Dajmy spokój- przerwałam sobie niecierpliwie- To, że przeżywasz i analizujesz każdego problemy to w tym momencie pikuś. Skupmy się na Tobie…

-Nie wiem o czym mówisz- wymamrotałam, skubiąc nitki przy poduszce. Haha, czy ktoś kiedyś próbował oszukać samego siebie?

No właśnie…

Dlatego Moje Wewnętrzne Ja tylko niecierpliwie sarknęło.

-Wiesz, ostatnim razem widziałam Cię w lepszym stanie. Może i to i owo Cię bolało ale Stara, uwierz, naprawdę miało prawo. A Ty tak sobie nad tym przeszłaś…z leciutką nostalgią ale jednak, heja i do przodu. Taką Cię znam. Taką Cię lubię i pamiętam, szanuję. A teraz przychodzę tutaj i kurcze, jesteś taka…taka no…

-Zamyślona?- podrzuciłam z nadzieją.

-NIe…

-Niepewna?- próbowałam dalej.

-Nie….

-Eeech, leciutko rozchwiana?- czepiłam się ostatniej deski ratunku.

-No nie chciałam tak rzeczy nazywać po imieniu…taka ciotowata jesteś.- Uśmiechnęłam się kwaśno. No, ale kto ma mi mówić prawdę jak nie ja sama?

-Powiedz mi, na co Ci to?- kontynowało Moje Wewnętrzne Ja- Po co Ci ten stos paskudnych, szarych myśli? Jak uważasz, te sińce pod oczami to same się zrobiły, co?

-No wiesz, przecież uzyłam korektora!- odparłam z urazą. A tak serio, to po to, zeby trochę odwrócić uwagę MWJ. Daremnie.

-Dobra dobra. Swoją drogą, nie wyglądasz już jak Zombie, ale takiego bajecznego fioletu pod okiem nie ukryjesz moja droga. Martwisz się nie wiadomo po co i nie wiadomo czym…

-Wiesz dobrze, że wcale nie jest to ,,nie wiadomo co”.- rzuciłam cicho, nie patrząc na MWJ. Czekałam aż odpowie ale zaskoczyła mnie dość długa cisza. Zerknęłam w lewo. MWJ kręciło się po pokoju zaglądając do szafy, szuflad, gablotki i pod komodę.

-Hmmm…co Ty robisz?- zapytałam ostrożnie.

-Ja? Szukam.- odparło MWJ.

-Czego?- spytałam skołowna- Przecież Ty to Ja i jeśli czegoś chcesz, to wiesz gdzie tego szukać a…

-Szukam Twoich Jaj- rzuciło chlodno MWJ.

-Mogłabyś być bardziej subtelna- obruszyłam się.

-Spoko. No to szukam Twego rozumu, zadowolona?

-Wiesz co, naprawdę mogłabyś sobie darować te złośliwości….- westchnęłam znużona.

-Ja mam Cię oszczędzać? Maleńka, jak ja Ci popuszczę to świat Cię schrupie na śniadanie. Musisz być twarda. Jak chcesz przetrwać, kiedy martwią i Cię i trapią takie rzeczy?

-MJW, kurcze no wiesz, ze nikomu o tym nie mówię…to wiesz tylko Ty i Ja. A w sprawach zawodowych niewiele mnie rusza…

-Tak, no i co, uważasz, że długo będziesz w dobrym zdrowiu jak się będziesz tak trapić tym ****** (tu MJW poniosło- pozwolę sobie tylko dodać, że taka ostra, wredna i paskudna jestem tylko do siebie- w takich momentach)? Myślisz, ze to Cię nie wyniszczy, nie stracisz humoru, zapału, siły entuzjazmu? Spójrz już teraz na siebie! Jak się strapisz za bardzo, to niemalże jesteś Burrito of Sadness!

-Przeginasz!- rzuciłam w MJW poduszką, która oczywiście przeleciała przez moje rozzłoszczone wnętrze i pacnęła w ścianę.- Widziałaś mnie kiedyś zawinięta w koc? W ciągu dnia?

-To tylko taka przenośnia- odparło niecierpliwie- Wizna, cholera! Zrób coś z tym….

-A niby co? Wyłączysz jakiś magiczny przycisk w mojej głowie?- zasmiałam się gorzko- A nie, czekaj!- wstapiła we mnie nadzieja- Przyniosłaś mi moją małą, prywatną myślodsiewnie?!

MJW zaliczyło Face Palm i opadło na kanapę obok mnie.

-Wizna, mogę zapalić?- rzuciło dramatycznie.

-Żartujesz…

-No pewnie. Widziałaś mnie kiedyś z fajką? Ok, do rzeczy bo nie mamy wiele czasu. Jak czegoś chcesz– poproś. Jak czegoś nie chcesz– pogadaj o tym. I zadziałaj. Jak czegoś nie wiesz– zapytaj. Jak coś Cię boli- powiedzże o tym do cholery! Jak coś Ci przeszkadza– zmień to. Tak, wiem że to nie zawsze od Ciebie zależy-dodała gdy tylko otworzyłam usta aby wtrącić swoje ,,ale”- Więc wracamy do punktu drugiego. Jak coś lub ktoś zatruwa Twe myśli- usuń wszystko, wszelkie kontakty, drogi które do Tego bądź Nich prowadzi.

Chciałam się odezwać, jednak wszystko co przychodziło mi do głowy było głupie. Albo nieskładnie. To nieważne, bo MWJ i tak znało to galopujące stado poplątanych zdań hasających pod moją czaszką.

-Prościej i dosadniej się po prostu nie da. Nie mówię, że wszystko ogarniesz i zmienisz jutro. Ale powoli….wiesz, kto jest Ci naprawdę bliski. Doceń to. Skorzystaj z tego. Porozmawiaj….zrobisz to dla siebie. A tym, którym zaufasz okażesz, że są dla Ciebie ważni. No dobra, to spadam.- MWJ machnęlo ręką i już go nie było.

A ja zostałam z nitkami wyprutymi z poszewki rozsianymi po fiołkowym aksamicie kanapy i z głową tak samo pełną jak przed rozmową. Jednak mysli nie pędziły szaleńczo przeskakując sobie przez plecy i robiąc salta w tył- raczej płynęły jak wartki nurt rzeki; trochę się o siebie ocierały, czasem prześlizgnęły się nad sobą, ale nie rozbijały się co chwilę o brzeg mojej głowy.

Wykręciłam numer T. Nie….stop.rozłącz. Może…R.? Nie, rozłącz. Ona….? Nie…nie tym razem.

DSC00296

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s