15.O malutkim rozwodzie, pchnięciu ku czemuś i jak zostałam sarenką

Książki. Wypełniają każdą wolną przestrzeń naszego M-4 w Koszalinie. Regały. Półki. Szuflady. Skrzynie. Duży pokój. Mały pokój. Mój pokój.Kuchnia.Wc.Przedpokój. Sporadycznie-łazienka (jak ktoś idzie poczytać do wanny). A w WC stoi sobie osobny regalik na książki…kulinarne. I historyczne. I te o sztuce. Tak, wiem ze to dziwne.

U mnie w domu czytanie od zawsze było czynnością tak naturalną jak jedzenie czy spanie.Kiedy poszłam do instytucji szumnie zwanej ,,Szkołą” i dowiedziałam się, że są dzieci które nie lubią czytać i że czytają od biedy szkolne lektury (choć częściej robi to na głos ktoś dorosły), byłam w szoku. Dla mnie ten inny ksiązkowy świat, spokojnie współistniał równolegle z rzeczywistym w którym żyłam. Zawsze miałam książke w szkolnej torbie czy plecaku ze strojem na balet. Nie było mowy o wyjeździe bez stosiku papierowych cegiełek czy prezentach wśród których nie znalazłaby się jakaś smaczna lekturka.

DSC00465

Ostatnio uświadomiłam sobie, że przez kilkanaście lat swojego bytowania, przeczytałam więcej książek niż niektórzy przez całe swoje życie. I mam wrażenie, że moje zaślubienie z książkami…przeszło kryzys. Bardzo dużo czerpałam i czerpię z przygód, historii, emocji, pouczeń o których czytałam z wypiekami na twarzy. Zawdzięczam im wyobraźnię i kreatywne myślenie. I teraz bardziej niż czytać, sama wolę tworzyć. Tworzyć własne historie które przelewam na papier, wystukuję w Wordzie albo zachowuję w swoich myślach. Dorosłam. Zatraciłam się w muzyce. Ale też bardziej otworzyłam się na świat rzeczywisty wokoł mnie. Już nie pędzę ile sił w nogach, bo tak bardzo chcę mi się czytać czy też nie zbywam rozmowy z kimś bo akurat frapujący akapit przyciąga mnie bardziej niż mój rzeczywisty rozmówca. To co tu i teraz i naprawdę zaczęło dla mnie znaczyć więcej niż to co piękne ale dawne bądź nieprawdziwe.

Ciągle kocham ksiązki. Ale głód tworzenia, tysiace wydarzeń, bohaterów, czy też często- melodie, rymy, własne interpretacje utworów muzycznych, krążące po mojej głowie i błagające o uwagę, pociągają mnie dużo bardziej.Dają mi swobodę. To ja kieruję swoimi historiami i swoją sztuką. Dają mi…władze. Władze w moim jednosobowym zespole, władzę jakże przyjemną.

Lektury dobieram dużo staranniej niż niegdyś i siłą rzeczy je ,,parafrazuje”. Zmieniam losy bohaterów. Tworzę z nimi operę badź musical. Przenoszę ich w inne czasy. Szalone? Być może. I wiem, ze gdyby nie lata oczytania, pewnie nawet nie wpadłabym na takie pomysły.

DSC00508

Tak więc taki jakby ,,rozwód” z czytaniem, pchnięcie dzięki niemu ku czemuś. A sarenka?

Krążyłam z mamą po Castoramie oglądając wanny. Wiedząc, że nasza łazienka ma ograniczoną przestrzeń a my- fundusze, skupiłyśmy się na najprostszych i dość małych modelach, które grzecznie stały w rządkach. Ja patrzyłam jednym okiem przymykając drugie w rozpaczliwej próbie niepuszczenia pawia na którąs z wanien (pocieszałam się, że z wanien łatwo byłoby zmyć ewentualną zawartość żołądka nieszczęsliwie pokrzywdzonej przez lekarza studentki). Mama uważnie sprawdzała wymiary a ja potulnie podążałam za nią (ale nie za szybko- z jednym okiem zamkniętym mam zaburzoną równowagę). Nagle…wyrosły przed nami wannoprysznice. Ale jakie. Hydromasaże, radyjka, lusterka, wodospady, oj duzo by wymieniać. Wyposzczone na wyposażeniu wiezowcowym, zagapiłyśmy się na te Łazienkowe Rozpusty (nawet otworzyłam to drugie oko ale zaraz mój żołądek fiknął koziołka- toteż czym prędzej spuściłam powiekę na dół). Mama pomknęła zgrabynym walczykiem pomiędzy tymi cudami współczesnej hydrauliki a ja ruszyłam wolniutkim slalomem, starajac się zgłębić swoją wiedzę na temat wannoprysznic jakie mozna sobie dzisiaj zafundować jeśli ma się przestrzeń i pieniądze. Niespodziewanie stanęła przede mną jakaś nieszczęsliwa, rozczochrana postać z umęczonym wyrazem twarzy i wytrzeszczonym zielonym okiem. Ze zdumieniem stwierdziłam, że znam tą wymiętą, przykrótką sukienkę spod której wystawały posiniaczone i podrapane nogiszcza. Jedna z wannoprysznic została wyposażona w ogromne lustro które przysporzyło mi niemiłego widoku jakim było me odbicie. Widząc, że wyglądam tak źle jak się czuję, leciutko sobie westchnęłam (ktoś kto mnie nie zna, móglby pomylić to z ostatnim rykiem dzikiej zwierzyny). I chyba zinterpretowano to jakie swoisty ryk godowy. Nagle bowiem zza prysznica na jedenastej, ochoczo wyskoczyło dwóch Panów. Leciutko speszona wycofałam się, udając, że niezmiernie fascynuje mnie szerokość wanny z hydromasażem. Ale Panowie dalej za mną. Eh, żeby tak nie dać czasu pokrzywdzonej na rekonwalescencje….

-Bambi…-słyszę za plecami rozmarzony szept- Ukhmm, hgejrsh, tak…tak właśnie Sebastianie poważnie rozważamy z Patrycją zakup prysznica…

-Nie pitol stary.- roześmiał się współtowarzysz-Po prostu przyznaj, że masz ochotę sobie pogonić tą…tą sarenkę.

Rozpaczliwie przyspieszyłam- tyle ile mogłam z jednym okiem zamkniętym i żołądkiem gotowym w każdej chwili do uzewnętrznienia się. Panowie niby to mimochodem podążali za mną ale niemiło rozczarował ich finał mojej wędrówki- to jest mama radośnie obczytująca wymairy jednej z wannoprysznic (zmieścilaby się u nas w łazience).

Panowie niby to mimochodem przystanęli rzucili okiem na prysznice i powoli odeszli w prawo. Zazezowałam za nimi okiem widzącym- błąd. Jeden chyba wyczul moje spojrzenie, odwrócił się i interpretując mego zeza za znak, puścił mi oczko.

-Sarenko…te nóżki….

Z niepokojem zerknęłam w dół. Mam nadzieję,że nie nawiązywał do kawału:

-Ma Pani nózki jak sarenka!

-Takie zgrabneee?

-Nie. Takie owłosione.

No sorry…dobrze zyję z Dżilet.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s